Kuba odcięta i pogrążona w kryzysie lat 90.

Kubańczycy słyną z umiejętności naprawiania wszystkiego. Nazywają to „spiritual hacking”. Potrafią radzić sobie w niecodziennych, trudnych sytuacjach, bo są zaprawieni przez życie jak mało kto. A jak radzili sobie w czasie kryzysu?

„Jako dziecko bardzo chciałem wyjść z kolegami, ale nie miałem odpowiednich butów i było mi wstyd” – to była pierwsza rzecz, którą powiedział mi Michel o kryzysie lat 90. na Kubie. Kiedy rozpadł się Blok Wschodni, a USA niezmiennie utrzymywało embargo, Kuba została na lodzie. Życie na wyspie zaczęło przypominać konkurs kreatywności, a może raczej narodowy survival.

Dobry obserwator, który odwiedza Kubę, dostrzeże spryt jej mieszkańców. Zobaczy prawie 70-letnie samochody, które w środku mają klimatyzację i wysokiej klasy sprzęt grający. Umiejętność radzenia sobie widać też w kubańskiej kuchni – w mig potrafią z niczego wyczarować pyszne danie. A jak Kuba przeczekała kryzys lat 90.? Oto niektóre domowe sposoby, które zdradził mi Michel, mój mąż z Kuby.

Buty z opony

Brak butów to chyba odwieczny problem Kuby, który w biednych miejscach trwa do dziś. W lata 90. Kubańczycy robili buty z opon. Symetrycznie wywiercone dziury miały zapewniać wentylację i dodawać szyku.

Woda do… smażenia

Kiedy na Kubie brakowało podstawowych artykułów spożywczych, było naprawdę ciężko. Jajka smażono na wodzie, by przygotować dzieciom śniadanie przed pójściem do szkoły.

Chleb z olejem

Kiedy już pojawił się olej, rarytasem było jedzenie chleba z jego dodatkiem i czosnkiem. Nie było nic innego.

Kotlety z grejpfruta

Na czas kryzysu państwo wydało podręcznik radzenia sobie z problemami. W książce można było m.in. znaleźć przepis na kotlety z… grejpfruta.

Dziecięce problemy

Odparzenia na skórze dziecka nie wybierają. Nie ma znaczenia czy trwa kryzys. Kubańczycy suszyli startą yucę (rodzaj ziemniaka) i już suchą, wysuszoną na słońcu, jako talk kładli do pieluchy dziecka. Naturalne i skuteczne lekarstwo. Innego nie było. Do dzisiaj Kubańczycy stosują mnóstwo domowych sposobów na choroby i przeziębienia.

Mydło do prania

Problem ze środkami do prania zdarza się na Kubie do dziś. Natomiast w latach 90. był to prawdziwy problem. Mydło do prania wykonywano… z oleju kokosa. Oczywiście pralek nie było i również w dzisiejszych czasach automaty mają tylko nieliczni.

Mydło do zębów

Kiedy z kolei brakowało pasty do zębów, a taka sytuacja mogła trwać długo, zęby myło się… mydłem.

Cień do powiek

Oczywiście brakowało również kosmetyków do makijażu. Kubanki robiły cienie do powiek z ołówków! Starty grafit doskonale nadawał się do malowania powiek.

Piórnik z RTG

Zdjęcie rentgenowskie może mieć swoje drugie życie. Ponieważ służba zdrowia na Kubie jest bezpłatna, a zdjęcia rentgenowskie wykonywane są dosyć często, to i kawałek tego tworzywa okazuje się mieć wiele zastosowań. Na Kubie zresztą niczego się nie wyrzuca ,co może jeszcze mieć swoje zastosowanie. I tak, z babcinego USG robiono okładki na książki do szkoły, a nawet plecaki i piórniki!

„Chismosa”

Jednym ze słynniejszych kubańskich trików jest „lampa naftowa”, tak zwana „chismosa”. Na Kubie często wyłączany jest prąd i są braki w jego dostawie. Nie ma jednak świeczek, ale Kubańczycy poradzili sobie i z tym. Do słoika wkłada się pionowo rozciętą tubkę z pasty do zębów, przez środek poprowadzony jest materiał, który pełni funkcję knota, a w naczyniu jest ropa. I taka lampa ma domownikom zapewnić światło do kolejnej dostawy prądu.

Wielbłądzie autobusy

Kryzys dopadł również transport. W Hawanie zaczęły kursować autobusy przypominające kształtem wielbłąda, skąd ich nazwa „camello”. Było to połączenie przyczep i traktora, by móc przewozić maksymalnie dużą liczbę ludzi. Dziś już raczej nie zobaczy się na Kubie „camello”, ale cały czas kursują ciężarówki dostosowane do przewozu osób, tzw. camionety.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *