Hershey – pociąg czekolady na Kubie

Na wschód od Hawany, niecałe 50 kilometrów, zgodnie z mapą powinniśmy dotrzeć do miasta Camilo Cienfuegos. Wszyscy znają je jednak jako Hershey. Dawniej w pełni amerykańskie miasteczko, które było czekoladowym imperium na Kubie. Co dziś z niego zostało?

Kubańczycy Hershey znają jako „erszi” za sprawą niemego „h” w języku hiszpańskim. Tak samo niemego jak niszczejący młyn, który pozostał po jednym z najbardziej rozwiniętych miast na Kubie. Milton S. Hershey, amerykański potentat czekoladowy, przybył na Kubę jeszcze zanim gangsterzy, tacy jak Meyer Lansky i Lucky Luciano umocnili się wyspie.

Wiejska Kuba wciąż się rozwijała po zniszczeniach odniesionych w dwóch krwawych wojnach niepodległościowych przeciwko Hiszpanii, które zakończyły się w 1898, a które wygrały… Stany Zjednoczone. Interwencja wojskowa i zwycięstwo Amerykanów przekształciły wyspę w amerykański protektorat.

Ziemia była tania, a Kuba potrzebowała pomocy. Jednocześnie był to czas najwyższego amerykańskiego zaufania do potęgi prywatnego przemysłu jako motoru postępu społecznego: siły, która mogłaby zbudować nowojorski wieżowiec, montować samochody w ciągu kilku godzin, aż wreszcie uczynić przysmak ówcześnie jedynie dla zamożnych – czekoladę – w przystępną ucztą dla mas. Kuba i jej trzcina cukrowa były zatem idealnym miejsce, by te marzenia spełnić.

Ameryka na Kubie

Milton Hershey na czekoladzie zarobił fortunę. Nie tylko na Kubie. Najpierw umieścił swoje nazwisko na modelowym mieście w Pensylwanii, zbudowanym wokół własnej wizji planowania i stylu korporacyjnego. Gdy ceny cukru osiągnęły szczyt w czasie I wojny światowej, zdecydował się zbudować inne amerykańskie miasto, w tym samym stylu, jednak tym razem wśród oceanicznych pól trzciny cukrowej, na północy Kuby. Wszystko za sprawą zdewastowanych plantacji buraka cukrowego w Europie, co wywindowało ceny cukru ponad dwukrotnie.

Nie przybył na Kubę, by czerpać zyski w jak najtańszy sposób. Podobnie jak inny przemysłowiec – Andrew Carnegie z Pensylwanii (miliarder, który dorobił się na stali) – Hershey wierzył w moc wielkich ludzi i wielkich dzieł publicznych.

Wraz z młynem, wizytówką ówczesnego Hersey – jednym z najbardziej zaawansowanych technologicznie na świecie  – Hershey zbudował na Kubie nowoczesne szkoły, przychodnie i mieszkania dla swoich pracowników. Dokładnie 180 domów. Miejski park z kolei był jednym z najpiękniejszych z całej wyspy.

Amerykanizacja Kuby

Amerykanie przynieśli do Hershey wszystko ze swojej kultury, czyli nie tylko to co dobre. Sprowadzili na Kubę również swój system społecznej stratyfikacji i segregacji rasowej, którą rewolucja Fidela Castro również chciałaby wymazać. Oczywiście niewolnictwo na Kubie było od wielu lat, jednak nie za sprawą Kubańczyków, a ich kolonizatorów. Amerykanie w pewien sposób ugruntowywali rasizm.

Czarnoskórym ludziom nie pozwalano wchodzić do rozwiniętej przez Hersheya nowoczesnej części miasta i nie wolno im było mieszkać nowo powstałych domach. Po zwycięstwie rewolucji osoby czarnoskóre znalazły zarówno pracę w młynie, jak i dostały piękne domy wybudowane przez Amerykanów – mieszkają w nich zresztą do dzisiaj. Kubańczycy jednak do dziś wspominają protekcjonalność swoich szefów z USA. Hierarchia była nieunikniona w kapitalistycznych zasadach gry.

Elektryczna kolej Hershey

Największym osiągnięciem technologicznym Hersheya była nowoczesna kolej elektryczna, która biegnie około 90 kilometrów od Hawany do portu w Matanzas. Wagon kolejowy przewoził surową trzcinę, by dostarczyć ją do młyna. Była to ówcześnie jedyna kolej na Kubie i bardzo nowoczesna jak na tamte czasy. Zaradni inżynierowie nadal utrzymują skrzypiące wagoniki i kolej działa do dzisiaj, chociaż awarie są częste, a jazda w gorących wagonach nie należy do najprzyjemniejszych atrakcji w gorące, letnie dni. Pociąg jedzie bardzo wolno, grzechota od stacji do stacji, a jest ich aż 46 wzdłuż całej linii kolejowej.

Hershey nie pozostawił żadnych spadkobierców, gdy zmarł w 1945 roku przekazał większość swojej fortuny na cele charytatywne. Poinstruował jedynie swoich dyrektorów, aby sprzedali jego gospodarstwa na Kubie. Okazało się, że była to przedwczesna decyzja biznesowa. W 1959 roku, kiedy Castro przejął władzę, młyn Hershey i dziesiątki tysięcy akrów pól trzciny wokół niego trafiły w ręce kubańskiego potentata cukrowego – Julio Lobo – jednego z najbogatszych ludzi na wyspie. Castro znacjonalizował fabrykę Hershey, podobnie jak kolej, fabrykę oleju, elektrownie i ostatecznie wszystkie inne firmy na Kubie.

Kiedy nowy rząd Castro zajął młyn, ponownie otwarto miejską stołówkę, a na drzwiach pojawiła się tabliczka z napisem: „Dzięki rewolucji”. To zresztą dosyć popularne hasło na Kubie.

Cukier, który niegdyś trafiał do czekoladowych batonów Hershey i Coca-Coli, po rewolucji został wysyłany w celu osłodzenia sowieckiej herbaty. Miasto Hershey i jego młyn zostały przemianowane na Camilo Cienfuegos, od imienia bohatera rewolucji i jednego z najlepszych dowódców Castro, który w niewyjaśnionych okolicznościach zginął w katastrofie samolotu w 1959 roku w wieku 27 lat. Mimo uwielbienia Kubańczyków do Cienfuegosa – większego niż do Castro – nowa nazwa miasta do dziś się nie przyjęła na Kubie i Hershey nadal dla Kubańczyków jest Hershey, czyli „erszi”.

Upadek kubańskiego Hershey

Niestety porewolucyjna sielanka nacjonalizacji wszystkiego nie trwała długo. Kiedy Związek Radziecki upadł, światowe ceny cukru były już obniżone. Młyn zaczął powoli umierać, aż ostatecznie został zamknięty na dobre w 2003 roku. Rząd przekwalifikował część robotników do pracy w pobliskich miejscowościach turystycznych i zbudował w mieście nową fabrykę płytek ceramicznych. Wielu mieszkańców Hershey wyjechało do Hawany, Miami i dalej w świat, a młyn Hersey do dziś nie podniósł się i przypomina smutny upadek miasta.

Krążą na Kubie plotki, że firma Hershey chce wrócić. Nikt jednak nie wie czy to Hershey, a może rodzina Julio Lobo. Wszyscy jednak chcą, by miasto na nowo zostało przywrócone do życia i przestało być skansenem, w którym jedynym sensownym widokiem stają się pasące się krowy…

Rewitalizacja szlaku kolejowego

Są plany rewitalizacji szlaku kolejowego, który rozpoczyna się w Casablance. Hawański architekt Renán Rodríguez, ma nadzieję na zachowanie dziedzictwa przemysłowego Hershey i chce promować szlak kolejowy. Rodríguez planuje otworzyć pierwszy hotel w Casablance, muzeum i restaurację oraz odnowienie hotelu Hershey i zakwaterowanie dla turystów w dawnych domach robotniczych.

Kiedy dokładnie miałoby to się wydarzyć na razie nikt nie wie. Ale małym krokiem w tym kierunku jest odnowa stacji w Casablance przez francuskiego artystę Daniela Burena na biennale sztuki w Hawanie w 2015 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *