Jacy są Kubańczycy?

Kubańczyków poznaję od kilku lat. Trudno mówić o tak zróżnicowanym narodzie, by nikogo nie skrzywdzić generalizacją, ale – jak to w każdym narodzie – są takie cechy, które wybijają się na pierwszy plan. To pozwala mówić o niekrzywdzących stereotypach, które to z kolei pomagają nam zrozumieć Kubańczyków i samą Kubę jeszcze lepiej. Jacy zatem są Kubańczycy?

Kombinowanie

Myślę, że nic tak bardzo nie łączy Polaków i Kubańczyków jak ta swoista, znana nam doskonale, lekkość w kombinowaniu, szukaniu rozwiązania i oczywiście jednoczesna próba ominięcia właściwej ścieżki, na rzecz tej mniej właściwej, ale tańszej, szybszej, łatwiejszej. Sami Kubańczycy mówią, że nie są źli, że to system ich tego nauczył. Oczywiście wszystkiemu winna jest „blokada” nałożona na Kubę przez złe Stany Zjednoczone.

El bloqueo nauczyło Kubańczyków radzić sobie w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji. Fidel Castro był mistrzem propagandy i on również uczył Kubańczyków, że należy sobie radzić z dala od amerykańskiego imperializmu. Zatem zaradni na pewno Kubańczycy są i tego im nikt nie odmówi. Jeśli Polacy przyjeżdżają na Kubę z myślą „Polak potrafi”, to powinni nadzieję na przechytrzenie Kubańczyków porzucić już na lotnisku w Polsce. Co jak co, ale my już zatraciliśmy to, co Kubańczycy w całym pięknie  „kombinowania” wciąż pielęgnują i… praktykują!

Narzekanie

Drugą wspólną cechą Kubańczyków i Polaków jest narzekanie. Kubańczycy, choć są pogodni i uśmiechnięci, to kochają narzekać. „Och jak gorąco”, „och jak zimno”, „aaaj mi madre… ale kolejka!”. Ochy i achy na każdy temat dochodzą z każdego rogu ulicy. Bo życie na Kubie toczy się na ulicy, nie w czterech ścianach. Do dzisiaj nie wiem skąd w Kubańczykach to narzekanie, ale mam wrażenie, że to jednak też za sprawą systemu. Oczywiście powodów do narzekania to oni akurat mają sporo, ale narzekają dosłownie na wszystko.

Jednym z takich powiedzeń jest „falta de respeto” co oznacza „brak szacunku”. Tym stwierdzeniem Kubańczycy potrafią skwitować wszystko. Przykład? Proszę bardzo. Kiedyś na imprezie znajomy pyta mnie czego się napiję, a ja poprosiłam o piwo. – Nie ma piwa. Falta de respeto! – usłyszałam. Także narzekać można na wszystko, ale jednocześnie nie tracić przy tym pogody ducha!

No es facil to takie nasze „nie ma lekko”, a dosłownie „nie jest łatwo”. Tak Kubańczycy skwitują niedogodności życia codziennego, świadomi, że na Kubie przeszkód jest wiele. Ponarzekać jednak można, ale nie, żeby to psuło jakoś specjalnie kubańskie nastroje, o nie! Po prostu nie jest łatwo i już.

Życie w komunie

Wspomniałam, że Kubańczycy nie spędzają czasu w domu. Pod warunkiem, że nie pada dziki deszcz albo nie ma skrajnego upału W innych sytuacjach każdy kto może wychodzi na ulicę. Na ulicy można się wszystkiego dowiedzieć, coś załatwić, coś wykombinować, podsłuchać, zapytać wszystkich, codziennie (!), o to jak się czują i po prostu podtrzymać więź. A Kubańczycy kochają rozmawiać i być ze sobą blisko. Z jednej strony są rodzinni, z drugiej, to ten sam system wymusił na nich takie życie w komunie. Ze świadomością, że każdy się do czegoś może przydać, łatwiej jest pielęgnować nawet te mniej chciane relacje.

Pieniądze NIE są najważniejsze

Dzisiaj są, jutro ich może nie być. Choć Kubańczycy uwielbiają dinero (hiszp. pieniądze), to wcale nie mają na ich punkcie obsesji. Problemem raczej jest rozrzutność jak te pieniądze już są. Bo skoro są, to trzeba je wydać. Najlepiej na ubrania. Tak, Kubańczycy kochają ubrania i uwielbiają dobrze wyglądać. Mają świadomość tego, że wygląd jest też najlepszą reklamą tego, że mają pieniądze. To oczywiście niekoniecznie wiąże się ze statusem społecznym, ale nad tym nikt się nie zastanawia. No ale wracając do pieniędzy. Na Kubie żyje się w systemie, który nauczył ludzi, że bez pieniędzy można sobie radzić, a jeśli bardzo są potrzebne, to zawsze się je… wykombinuje. Pod tym względem życie na Kubie jest nieporównywalnie łatwiejsze. Niskie rachunki za prąd czy wodę, kartki na żywność, wzajemna pomoc rodziny i sąsiadów, dach nad głową, niewielkie potrzeby odzieżowe (cały rok przecież jest ciepło) i niewielkie, ale zawsze, przydziały żywności. Także pieniądze po prostu nie są najważniejsze, a jak już są, to po to, by je wydać!

Rozmowie nie ma końca

Kubańczycy kochają długie rozmowy. O czym rozmawiają? O wszystkim i o niczym jednocześnie. Z detalami opowiadają sobie o minionym dniu, relacjonują co ich spotkało, ale też z wielkim zaangażowaniem opowiadają o sobie. O tym co lubią, jacy są, co ich trapi. O polityce rozmawiają rzadziej, albo tylko z zaufanymi osobami. Przecież ściany mają uszy, jak mawiają bardzo często.

Choć na Kubie – jak wszędzie na świecie – pojawiają się choroby psychiczne, to myślę, że dzięki tak licznym i częstym rozmowom, Kubańczycy nie mają tak częstych spadków nastroju, które przeżywa dziś nowoczesny, kapitalistyczny świat. Kiedy jestem na Kubie całą sobą odczuwam to, jak bardzo jestem dla ludzi ważna. To poczucie ważności myślę, że ma każdy Kubańczyk. Oni po prostu są uważni na siebie, ważni dla siebie, mają dla siebie czas, nie targa nimi obojętność, nie czują się anonimowi i nieważni dla nikogo. Myślę, że to jeden z ważniejszych powodów, dlaczego tak bardzo kocham Kubę. Siła relacji międzyludzkich, która nie sprowadza się do grzecznościowych rozmów, to coś, o czym ludzie dziś zapominają, a to buduje naszą szczęśliwą codzienność. Tak proste, darmowe, a tak trudne.

Small talking

To oczywiście nie jest tak, że rozmowy na Kubie zawsze są głębokie i długie. Kubańczycy mają swoje „how are you” i wręcz niewskazane jest przechodzenie od razu do rzeczy. „Que tal?”, czy też „como estas?” (hiszp. jak się masz?) i krótką odpowiedź „bien” (hiszp. dobrze) słychać wszędzie. Bo długich i szczerych rozmów nie prowadzi się przecież ze wszystkimi. Każdego natomiast wypada zapytać jak się ma oraz jak ma się jego rodzina – to bardzo ważne.

Nie dziwi mnie już, że osoby, które co dopiero poznałam pytają – jak gdyby nigdy nic – „a jak twoi rodzice?”. Kiedyś myślałam sobie „przecież ledwo co się znamy, a co do tego w ogóle mają moi rodzice?!?!”. Dzisiaj odpowiadam „dobrze” i wiem, że należy odwzajemnić się tym samym pytaniem nawet jeśli nie mam pojęcia kim jest Jesus, Emanuel i Jorge Luis razem wzięci!

Asertywność? A co to takiego?

Prowadzenie biznesu na Kubie nauczyło mnie bardzo szybko, że asertywność na Kubie może występować, ale w zupełnie innym wydaniu niż ta, którą znałam do tej pory. Kilka razy zdarzyło mi się tupnąć nogą i nie zgodzić się z czymś. W kulturalny sposób oczywiście. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że wcale nie należy tego wyrażać wprost. Za taką asertywność usłyszałam „OK, nie podoba ci się, to kończymy współpracę. Zrywam kontrakt i rezerwacje, które mamy na cały właśnie trwający sezon”. W tej konkretnej sytuacji udało się wszystko wyprostować i wytłumaczyć różnicami językowymi i kulturowymi, ale zafundowana dawka stresu – bezcenna.

Dziś już wiem, że Kubańczycy są bardzo miękko nastawieni do tego typu rozmów. Nieważne, że łączy nas relacja biznesowa – lepiej dla wszystkich, jeśli się „zaprzyjaźnimy” i będziemy dla siebie bardzo, bardzo mili i uprzejmi i wszystko nam się będzie podobać. A jeśli nie będzie, to nie powiemy sobie tego wprost, tylko w bardzo, bardzo delikatny sposób damy to do zrozumienia tak, by nikt nie czuł się pouczany, bo tego Kubańczycy nie lubią. Oj bardzo nie lubią.

Duma – cecha narodowa

Gdybym miała wskazać jedną, najważniejszą cechę, która łączy wszystkich Kubańczyków, to byłaby to duma. Są dumni z tego, że są Kubańczykami, są dumni z tego, że są Latynosami, są dumni z tego, że potrafią tańczyć, są dumni z tego, że są piękni (bo za takich się przecież uważają), są dumni nawet z tego, że mają niewiele. Właściwie to nie znam powodu, który nie przynosiłby Kubańczykowi jeszcze większej dumy. Kubanki są dumne ze swoich kształtów (jakiekolwiek one są) i podkreślają je w przesadny (dla nas!) sposób. Mężczyźni z kolei uważają się za najlepszych kochanków świata. Kubańskie dzieci? Wiadomo, że są najsprytniejsze na całej kuli ziemskiej. Takie przykłady można mnożyć. Duma kubańska bywa buńczuczna, bo unoszą się dumą bez powodu, a ego przerasta ich samych. Ale bywa też zuchwała i warto się tego od Kubańczyków uczyć!

Czas

Kubańczycy po prostu mają czas. Nigdy nie widziałam spieszącego się Kubańczyka i już przestałam się łudzić, że zobaczę 🙂 Uczę się za to od nich nie spieszyć, znajdować czas na to, co jest naprawdę ważne i przestałam powtarzać tę mantrę „nie mam czasu”. I wiecie co? Też mam czas!

A Ty, drogi czytelniku, jakie cechy zaobserwowałeś u Kubańczyków? Jeśli już oczywiście miałeś okazję do obserwacji.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *