Kubańskie oszustwa, czyli na co należy uważać w podróży

Niestety, kłamanie jest dla Kubańczyków jak sport narodowy. Potrafią i lubią to robić. Sami twierdzą, że zmusił ich do tego system. Kombinowanie to coś, co mają we krwi. Uwierzcie – o wiele bardziej niż Polacy. Na co uważać na Kubie, by nie zostać oszukanym?

Kubańczycy mawiają, że jeśli ktoś zadaje za dużo pytań, to trzeba go okłamać. A przynajmniej nie mówić całej prawdy. Powiedzenie „ściany mają uszy” jest im doskonale znane i wiedzą gdzie i na kogo trzeba uważać. Mają podsłuchiwane telefony stacjonarne, sprawdzane maile w skrzynkach internetowych założonych w narodowej domenie, a dookoła siebie wielu życzliwych, którzy doniosą komu trzeba. To wszystko sprawia, że doskonale opanowali system małych kłamstewek i oszustw. Oczywiście nie wszyscy, ale nie ma co ukrywać, że turysta, który przybywa na Kubę jest łatwym łupem, by zyskać kilka pesos.

Choć spędzamy na Kubie znaczną część roku, to wciąż zdarzają się nam sytuacje, w których wiemy, że trzeba być czujnym. Demaskujemy oszustwa, które pojawiają się najczęściej, a które bardzo łatwo przeoczyć w wakacyjnym amoku. Bo choć kochamy Kubę najbardziej na świecie, to jednak nie popieramy żadnej formy oszustwa…

1. Ceny w dwóch walutach – CUC i CUP

Oszustwo walutowe jest na tyle stare, że zdarza się chyba coraz rzadziej, a może to dla nas już tak oczywiste, że nie zwracamy na to uwagi? Jeśli jednak ktoś przyjeżdża na Kubę po raz pierwszy, na pewno będzie zdezorientowany. Ponieważ na Kubie mamy dwie waluty – CUC (peso convertible) oraz CUP (peso cubano), to czasami można się pogubić, która cena jest podana w sklepie, albo jaką cenę podaje sprzedawca. 1 CUC to ok. 24 pesos cubano, czyli różnica jest dosyć spora.

Problem jest o tyle większy, że symbol – $ – czyli S z jedną kreską, to jest symbol peso (jednego i drugiego). Symbol peso meksykańskiego – znany jako $ – był pierwszy na świecie (wprowadzony w 1770 roku), a dopiero po 15 latach Stany Zjednoczony przyjęły ten symbol dla dolara.

W marketach i sklepach sieciowych (rządowych oczywiście) najczęściej mamy podane dwie ceny – duże w CUC i małe w CUP. Sprzedawcy na straganach najczęściej posługują się w CUP (peso cubano), ale to żadna reguła. Robią jak chcą. Jedyną radą jest zachowanie czujności i zdanie się na intuicję.

Przykładowo – jeśli kupujemy mango, to cena wyniesie ok. 2 CUC za sztukę, czyli jakieś 50 CUP. Niech nam nie przyjdzie do głowy zapłacić za mango 50 CUC (czyli ok. 200 zł). Jeśli 1 CUC będziemy sobie przeliczać jako równowartość 1 USD, to wtedy raczej nie zapłacimy na Kubie 10 USD za kanapkę na ulicy (bo taka na przydrożnym straganie może kosztować 10 CUP).

Reasumując – należy zwracać uwagę na to w jakiej walucie podawana jest cena i zdać się na logikę oraz intuicję. Czy ta rzecz jest tyle warta, czy to przesada? Ceny są i będą podawane w dwóch walutach w wielu miejscach bez żadnej reguły i logiki. Trzeba być czujnym.

2. Banknoty i wydawanie reszty

Skoro mamy dwie waluty, to łatwo być oszukanym na wydawaniu reszty. Przykładowo – za mano mamy zapłacić 2 CUC i dajemy sprzedawcy banknot 3 CUC. Powinniśmy dostać resztę równą 1 CUC, czyli albo banknot 1 CUC albo 24 peso cubano. Niestety, kolejna pułapka.

Musimy zwrócić uwagę czy wydawana reszta jest w odpowiedniej walucie. Sprzedawca może wykorzystać sytuację i wydać nam resztę w postaci 1 CUP (czyli 1 peso cubano).

Zasada jest prosta – CUC to banknoty z pomnikami (pomniki więcej warte niż ludzie), a CUP to banknoty z portretami (mniej warte niż pomniki). Trzymamy się pomników i zwracamy uwagę czy na banknocie jest napis „peso convertible”, czyli więcej warte CUC.

Aha, jeszcze jedno. Naprawdę nie ma sensu zaopatrywanie się w dwie waluty na Kubie. To tylko utrudnia sprawę, a wszędzie możemy płacić w CUC. Nie łudźmy się, że gdzieś zaoszczędzimy, bo mamy inną walutę. Nie. Po prostu cena będzie przeliczona z CUC na CUP lub odwrotnie.

3. Paragon rzecz święta

Kto na wakacjach prosi o paragon i jeszcze go uważnie studiuje? Cóż… tutaj najłatwiej można być oszukanym. Każdy sklep państwowy na Kubie ma kasę fiskalną i oczywiście jest zobowiązany do jej używania. Sprawa byłaby jednak prosta – jest paragon, wszystko jest w porządku? Nic bardziej mylnego! Ale od początku.

Pierwsza zasada jest taka – zawsze proś o paragon. Do upadłego. Oczywiście milion razy zdarzy się, że kasa nie działa, kable przegryzł pies, nie ma prądu etc. Nieważne. Chcesz paragon i koniec kropka. Kasjerka notuje nazwy produktów i ceny na kartce, podlicza kalkulatorem? Ściema! Chcesz zobaczyć cenę produktu oraz chcesz paragon (o tym jeszcze niżej).

Druga zasada jest taka, że na kasę fiskalną powinny być nabite (czyli zeskanowane kody kreskowe) twoje produkty, a nie jakieś kody kreskowe przy kasie. Sprzedawcy często tak robią – skanują kody, które mają przy kasie, paragonu nie wydają, no ale przecież skanowali, na kasę nabili, wszystko jest OK. Nie, nie jest, dopóki paragon nie jest w twoich rękach. Idziemy zatem dalej, bo na paragonie jeszcze wszystko może się znaleźć…

Oczywiście zdarza się, że kody, które są przy kasie są faktycznie do produktów, które kupujemy, ale częściej jednak trafialiśmy na sytuację odwrotną…

4. Zawartość paragonu

Masz już paragon, więc tym bardziej wszystko wydaje się OK. Niestety nie. Teraz sprawdzamy co na tym paragonie jest, a oszustwa są subtelne. Kupujesz wodę? Powinna na paragonie być pojemność – 0,5l, 1,5l lub 5l. Niestety, woda to produkt dla turystów (Kubańczycy nie piją wody mineralnej butelkowanej), więc tutaj oszustwa zdarzają się najczęściej.

Kupujesz rum? Zobacz dobrze czy nazwa na paragonie zgadza się z rumem, który faktycznie kupiłeś. Ale to jeszcze nie wszystko…

5. Cena i nazwa produktu

W każdym sklepie państwowym produkty mają swoje ceny na półkach. Jeśli jakiś produkt ceny nie ma (najczęściej jest to woda albo dobry rum, często kupowany przez turystów), to powinna nam się włączyć czerwona lampka. Co wtedy robimy? Pytamy o cenę produktu i oczywiście… prosimy o rachunek, jeśli kupujemy. Na paragonie zwracamy wtedy uwagę na zawartość – czy faktycznie produkt wbity na kasę jest tym, który kupiliśmy?

Niestety, jeśli w sklepie jakiś produkt nie ma ceny, to prawdopodobnie będziemy nabici w butelkę. Nie dajmy się. Czytajmy nie tylko cenę, ale też nazwę produktu na cenie – produkty są szczegółowo opisane (rodzaj rumu, nazwa, pojemność etc.).

6. Przejazdy

Transport na Kubie to oczywiście kolejny temat rzeka. Zasady są jednak proste – cenę przejazdu zawsze uzgadniamy przed kursem i zawsze rozmawiamy bezpośrednio z kierowcą. Tyle.

7. Pośrednicy i naganiacze

Bycie pośrednikiem czy naganiaczem do restauracji to „zawód”, z którego żyje mnóstwo osób. Dotyczy to transportu, casas particulares (kwater kubańskich) czy restauracji. Każdy świadomy podróżnik będzie wiedział jak się zachować, ale atmosfera Kuby oraz serdeczność Kubańczyków zbija nas z tropu. Jeśli znamy język hiszpański, to nie powinno być problemów z dogadaniem się, choć akurat naganiacze często posługują się angielskim.

Jeśli ktoś bardzo poleca nam restaurację – tuż za rogiem czy nawet na tej samej ulicy – to najczęściej tylko dlatego, że będzie miał prowizję z naszego rachunku. Nie jest to jednak prowizja uczciwa. Po prostu nasza cena będzie wyższa, podniesiona o to, co trzeba zapłacić pośrednikowi. Najczęściej, nie zawsze.

Zasady są proste – restauracje wybieramy samodzielnie i chodzimy do nich samodzielnie (bez kubańskiej obstawy z ulicy).

Transport – jak wyżej. Ceny ustalamy przed przejazdem i bezpośrednio z kierowcą. Jeśli cenę ustalamy z osobą, która finalnie nie jest kierowcą, zawsze możemy zrezygnować. Możemy być pewni, że z innym kierowcą bezpośrednio ustalimy niższą cenę za ten sam kurs.

Casas particulares – tutaj naganiaczy też jest sporo, ale najczęściej stawką za pokój właściciel casy dzieli się z pośrednikiem i cena nie jest zawyżona. Wszystko zależy od tego jaką cenę da nam pośrednik. Tak czy siak, nasz gospodarz przynajmniej połowę tego odda do kieszeni osoby naganiającej. Należy podkreślić, że gospodarze nie mają z tym problemu – tak są dogadani i cieszą się, że mają gości.

8. Cygara. Good price my friend

Niestety, tutaj też padliśmy ofiarą. Jeśli chcemy kupić cygara, to nie dajmy się zapraszać do dziwnych lokali ukrytych w centrum miasta. Są to podróbki, które w środku mają albo odpadki z tytoniu albo suszone liście banana etc. Cygara kupujemy w sklepach lub na plantacjach – nie na ulicy.

Jak widzicie, kubańskich oszustw jest sporo i trzeba uważać w wielu miejscach, by nie zepsuć sobie wakacyjnego nastroju…

9. Toalety

W toaletach mamy do czynienia nie tyle z oszustwem, co z pewną formą naciągania. Tak zwana babcia klozetowa widząc turystów podnosi swoją stawkę do 1 CUC za osobę, co oczywiście nie jest adekwatne do… hmm… „serwisu”. Kubańczycy zostawią od jednego do kilku pesos cubanos . Ja przeważnie zostawiam 25 centów (CUC). Także nie dajmy się tutaj naciągnąć, bo nigdzie nie ma oficjalnego cennika toaletowego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *