Medycyna na Kubie

Medycyna na Kubie to temat tak bardzo pełen kontrastów, jak i cała wyspa. Wiele się mówi o fachowości lekarzy, innowacjach biotechnologicznych i szpitalach bez kolejek. Na wyspie kwitnie nawet turystyka medyczna. Jak to wygląda w praktyce?

Czytając artykuły dotyczące Kuby na oficjalnej stronie Światowej Organizacji Zdrowia możemy czasem odnieść wrażenie, że przenieśliśmy się na moment do jednego z państw skandynawskich…

Jeden z najniższych wskaźników śmiertelności wśród noworodków, średnia długość życia na wysokim poziomie (77 lat dla mężczyzn, 81 lat dla kobiet), pierwsze państwo na świecie, które eliminuje problem transmisji wirusa HIV z ciężarnej na dziecko, państwo prowadzące zaawansowane badania nad szczepionkami, lekarze szanowani na całym świecie, itd., itd. Ochów i achów pod dostatkiem. Zaraz, zaraz… wróćmy na ziemię.

Jak to w rzeczywistości wygląda? Czy każdy ma dostęp od ręki do specjalisty? Czy służba zdrowia jest zupełnie darmowa dla wszystkich mieszkańców? Czy lekarstw nigdy nie brakuje? W jakim stanie są szpitale?

Darmowa i szybka pomoc medyczna dla wszystkich

Przede wszystkim należy zacząć od tego, że służba zdrowia na Kubie dostępna jest dla wszystkich obywateli. Od początku rewolucji kubańskiej opieka medyczna była oczkiem w głowie Fidela Castro. Wkład swój również miał tutaj argentyński lekarz, rewolucjonista – Che Guevara.

Bez znaczenia jest to, czy Kubańczyk pracuje czy nie – zawsze ma prawo do tego samego co inni. Zagadując Kubańczyków wielokrotnie o odprowadzany procent pensji na poczet zdrowia, można usłyszeć informację, że oczywiście, że nie płacą nic – wszystko pokrywa rząd. Trudno w to jednak uwierzyć, skoro pensje są na poziomie nawet 20 dolarów miesięcznie. Przecież to logiczne, że państwo zabiera to, co swoje, żeby później tworzyć ideę utopijnego systemu i darmowej służby zdrowia. Wiadomo jednak, że nie ma darmowych obiadów…

Kubańczycy zapytani na ulicy wciąż powiedzą, że medycyna to jeden z bezdyskusyjnych sukcesów rewolucji z ’59 roku. Zobaczmy jednak na te dwie strony medalu. Niezwykle trudne do jednoznacznej oceny – jak cała Kuba.

Opieka medyczna na Kubie dla turystów

Turyści, którzy odwiedzają Kubę, tak samo jak nie widzą wielu odsłon kubańskiego życia, tak samo nie zobaczą „prawdziwej” kubańskiej służby zdrowia. Dla obcokrajowców przygotowane są tzw. kliniki międzynarodowe, które często przypominają szpitale w Europie.

Do najlepszych z klinik należy Cira Garcia w Hawanie, gdzie w poczekalni można usiąść w wygodnym fotelu, popatrzeć na rybki w akwarium, a cały personel obsługuje pacjentów z uśmiechem na twarzy. Wizytę rozlicza się w walucie CUC, a po powrocie koszt leczenia zwraca nam ubezpieczyciel (posiadanie ubezpieczenia podróżniczego na Kubie jest obowiązkowe).

W mniejszych miastach, gdzie są policlinico, oddzielny gabinet i dyżury mają lekarze dla turystów. Za konsultację również płaci się w CUC, a dopiero później rozliczamy się z ubezpieczycielem.

Jeżeli jest taka potrzeba, to turyści zaopatrują się w aptekach międzynarodowych, gdzie ceny kształtują się na poziomie wysokich cen europejskich. W takich aptekach można kupić np. opakowanie zagranicznych tamponów, za które zapłacimy równowartość 8$ (!).

Ciekawostką jest fakt, że niekiedy to zagraniczni turyści podczas pobytu na Kubie chcą zaopatrzyć się w leki, które w Polsce nie są znane. Jednym z przykładów może być słynny jad ze skorpiona błękitnego, który na Kubie traktowany jest jako lek homeopatyczny, a zagranicą często reklamuje się go jako pomoc w leczeniu raka. Wiele osób próbuje również przywieźć ten specyfik na handel w internecie, więc nie dajmy się zwieść, jeśli zostaniemy poproszeni o przywiezienie dla rzekomo chorej cioci. 

Mniej znaną cechą systemu opieki zdrowotnej Kuby jest istnienie specjalnych klinik, zarezerwowanych dla turystów, polityków i VIP-ów. Państwo rezerwuje najlepsze szpitale i lekarzy dla elity narodowej i obcokrajowców, podczas gdy zwykli Kubańczycy czasami muszą zwrócić się na czarny rynek lub poprosić zagranicznych przyjaciół lub rodzinę o wysyłkę lekarstw.

Plusy dodatnie kubańskiej służby zdrowia

Kubański system opieki zdrowotnej jest jednym z najbardziej proaktywnych na świecie. Populacja Kuby wynosząca 11,27 miliona ma 452 przychodnie, a rząd priorytetowo traktuje zapobieganie chorobom, powszechne ubezpieczenie i dostęp do leczenia. W 1959 r. w kraju było tylko 6000 lekarzy, z których połowa wyemigrowała po rewolucji kubańskiej. Do 2014 r. Kuba miała 67,2 lekarzy na każde 10 000 mieszkańców, a wyprzedzały ją jedynie Katar i Monako. W 2019 roku wg kubańskich danych liczba ta jeszcze podskoczyła. W 2015 r. Kuba wydała 10,57% swojego PKB na zdrowie, czyli nieco więcej niż średnia światowa, która wynosi 10%.

To, że lekarzy nie brakuje i mają czas dla pacjentów odczuwają nie tylko Kubańczycy, ale też turyści. – Kiedy będąc w ciąży, przy kontrolnej wizycie wyszło mi zbyt wysokie ciśnienie, lekarz nie wypuścił mnie z gabinetu do momentu, kiedy naturalnymi syropami z zielonego jabłka nie udało mu się go zbić – wspomina Ewelina, która znaczną część swojej ciąży spędziła na Kubie, pod opieką kubańskich lekarzy.  – Pamiętam podobną sytuację w Polsce, kiedy to podczas 10-minutowej wizyty lekarka pośpiesznie poinformowała, że mam to ciśnienie po prostu… mierzyć. Dziękuję. Do widzenia. Na korytarzu czekały już kolejne pacjentki – wspomina Ewelina. – Wtedy zatęskniłam za służbą zdrowia na Kubie, tym spokojem, cierpliwością i czasem. Nawet nie przeszkadzała mi świadomość, że wtedy tej pomocnej lekarce zostawiłam 10$ napiwku za nieocenioną pomoc. Na Kubie takie, nazwijmy to „napiwki”, są całkowicie normalne i akceptowane przez społeczeństwo. Coś co u nas nazywa się łapówką, tu dostaje nowe znaczenie, pomocy – dodaje.

Kiedy pojawia się zagrożenie chorobami przenoszonymi przez komary (np. wirus Zika czy denga) – po miastach krążą patrole stukające do drzwi każdego mieszkańca i informujące o opryskiwaniu pomieszczeń oraz pytające o stan zdrowia obywateli. Takie kampanie informacyjne mają miejsce również w mediach – w narodowej prasie i telewizji.

Młodzi badają się na HIV oraz inne choroby przenoszone drogą płciową co najmniej kilka razy w życiu. Za darmo oczywiście! Ta świadomość chorób wśród Kubańczyków oraz ich prewencja są bezdyskusyjnie jednym z powodów do dumy w kubańskiej służby zdrowia.

Ceny i dostępność leków na Kubie

Jedną z kolejnych cech medycyny kubańskiej jest brak komercyjnych nazw leków w aptekach. Każdy Kubańczyk wie co to jest ibuprofen, paracetamol, penicylina i na co ma działać, a na co szkodzić. Nikt nie przyjdzie do apteki po tabletki Goździkowej, bo po prostu na Kubie nie ma reklam – żadnych reklam!

W kapitalistycznym świecie nazw komercyjnych tabletek na ból głowy jest tyle, że już od samego wyboru głowa zaczyna boleć jeszcze bardziej. W dodatku ceny leków w aptekach dla Kubańczyków są tak niskie, że stać na nie każdego obywatela. Tak chciała rewolucja. Problem w tym, że często ich nie wystarcza, a za podstawowymi lekami trzeba spacerować kilometrami. W aptekach jest zazwyczaj dużo zielonej medycyny, którą praktykuje się tutaj prawie w każdym domu.

Kuba, w związku z ciągłym kryzysem gospodarczym, produkuje coraz mniej lekarstw (większość wytwarza się na zlecenie Kuby w Chinach i Meksyku), a apteki niestety najczęściej świecą pustkami. Wszystkie antybiotyki i silne leki przeciwbólowe wydawane są na receptę, podobnie jak w Polsce, ale ich cena wynosi zaledwie równowartość kilku groszy. Najpopularniejszym lekiem przeciwbólowym jest dipirona – odpowiednik naszej polopiryny. Cena za opakowanie 10 tabletek to 1,50 peso kubańskiego, czyli około 20 gr. W rzeczywistości bardzo rzadko jakiekolwiek leki wykraczają poza cenę 2-5 peso kubańskich. Wszystko byłoby cudownie, gdyby tych lekarstw nie brakowało…

Podstawowe szczepionki na Kubie są obowiązkowe dla wszystkich, nikt nad ich dobrem nie dyskutuje, a dzieci szczepione są dawkami 5 w 1, za które w Polsce pobierana jest opłata.

Dobrą opiekę (i oczywiście darmową) mają zapewnioną na Kubie również kobiety ciężarne. Pierwsze badanie ginekolog wykonuje do 12. tygodnia ciąży, a później co miesiąc, regularnie. Każda kobieta ma swoją książeczkę ciąży w gabinecie i kopię na swój użytek. Podziw budzi fakt, że na Kubie przeprowadzane są badania prenatalne nie tylko z krwi ciężarnej, ale również poddawana jest analizie krew ojca dziecka. Nie po to, żeby potwierdzić jego ojcostwo, ale po to, żeby wyeliminować potencjalne ryzyko chorób genetycznych.

Nie mogą narzekać również osoby, które dzieci mieć nie chcą. Paczka prezerwatyw (3 szt.) kosztuje 1 peso (jakieś 10 groszy), a opakowanie tabletek antykoncepcyjnych (wydawane na receptę) to koszt 1,20 peso (mniej niż 20 groszy). 

Medyczne innowacje z Kuby

Kuba wprowadziła innowacje w badaniach medycznych. Od lat ta karaibska wyspa znana jest z centrów naukowo-badawczych, gdzie opracowywane są innowacyjne szczepionki oraz lekarstwa. W 1985 r. kraj był pionierem pierwszej i jedynej szczepionki przeciwko zapaleniu opon mózgowych B. Naukowcy z kraju opracowali nowe metody leczenia zapalenia wątroby typu B, stopy cukrzycowej, bielactwa nabytego i łuszczycy. Opracowali także szczepionkę przeciw rakowi płuc. Kuba była również pierwszym krajem na świecie, który wyeliminował przenoszenie wirusa HIV i kiły z matki na dziecko, co zostało uznane przez WHO w 2015 r. To tutaj po raz pierwszy na świecie kobieta zarażona wirusem HIV urodziła zdrowe dziecko.

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) wskaźnik umieralności dzieci na Kubie jest na równi z niektórymi z najbogatszych krajów świata. Z sześcioma zgonami na każde 1000 urodzeń, Kuba jest na równi z Nową Zelandią. Dla porównania średnia globalna w 2015 r. wynosiła 42,5 zgonów na każde 1000 urodzeń. Średnia długość życia na Kubie jest prawie taka sama jak w USA: 79,1 lat, zaledwie kilka miesięcy krócej niż w przypadku Amerykanów, którzy żyją średnio do 79,3 lat.

Kubańscy lekarze to jedno z ważniejszych ogniw kubańskiej gospodarki. Kuba od 1960 roku wysłała ponad 300 000 pracowników służby zdrowia do 158 krajów w Ameryce Łacińskiej, Afryce i Azji – takie dane podaje państwowa agencja informacyjna Kuby. Obecnie około 67 000 kubańskich pracowników medycznych jest obecnych w 67 krajach. Lekarze są prawdopodobnie najbardziej dochodowym zasobem Kuby, a misje medyczne tego kraju okazały się lukratywnym narzędziem dyplomatycznym. Sektor opieki zdrowotnej jest również jednym z głównych źródeł dochodów w kraju. W 2014 r. Władze kubańskie oszacowały, że zagraniczne usługi opieki zdrowotnej przyniosłyby 8,2 mld USD.

Kuszeni wyższymi zarobkami (niższe już przecież być nie mogą) lekarze, decydują się udać na tzw. „misje” do innych, bardziej potrzebujących ich krajów w Ameryce Południowej czy też Afryce. Po kilku latach takiej pracy wracają dumnie na łono swojej ojczyzny, budują dom i pracują w tej samej, rozpadającej się placówce, lecząc kubańskich obywateli. Lekarz na Kubie średnio zarabia około 40$, więc sama wizja wyjazdu jest dla nich bardzo atrakcyjna.

Ale z Kuby nie tylko wyjeżdżano. Na początku lat dziewięćdziesiątych rząd kubański zatwierdził państwowy program „dzieci Czarnobyla”, dzięki któremu tysiące ukraińskich i białoruskich dzieci, cierpiących w wyniku napromieniowania, mogło przejść na Kubie bezpłatną kurację. W licznych przypadkach przynosiła ona naprawdę zdumiewające rezultaty.

Ciemne strony kubańskiej służby zdrowia

Pozytywne strony służby zdrowia ścierają się z tymi negatywnymi i jednoznacznie ciężko powiedzieć czy medycyna jest na wysokim czy też na niskim, z którym lepiej nie mieć do czynienia. Wszystko zależy od tego czy bierzemy pod uwagę infrastrukturę – tu przeważa totalne dno, czy też czynnik ludzki – tu już dużo lepiej.

Szpitale, do których mają dostęp Kubańczycy często pozbawione są nawet bieżącej wody, nie wspominając o klimatyzacji. Ciągle brakuje leków, również w szpitalach, które bywają wynoszone przez personel i odsprzedawane na ulicy z kilkukrotną przebitką. Nikogo nie dziwi więc fakt, że dla pacjentów leków po prostu nie ma. – Kiedy dziadek mojego męża spędził tygodnie w szpitalu, dowiedziałam się, że nie można go tam zostawić samemu, bo po prostu będzie pozbawiony opieki. Trzeba było ją więc zapewnić, a czuwanie trwało 24 h na dobę – wspomina Ewelina.

Niestety, dla Kubańczyków to zupełnie naturalne, że jeśli ktoś idzie do szpitala, to idzie z nim również ktoś z rodziny, śpi na korytarzu na krześle albo na podłodze przy łóżku. – Biada temu kto nie ma rodziny w okolicy! Sam budynek szpitala powodował depresję. Nie zapomnę widoku lekarzy siedzących na odwróconych połamanych wiadrach w jednym z pomieszczeń i jedzących obiad przyniesiony z domu. Nie mówiąc już o braku wody w toaletach szpitalnych – wspomina swoje wizyty w szpitalu dla Kubańczyków Ewelina. Tutaj już nie ma akwarium z rybkami na korytarzu…

Co dzieje się w takich warunkach, kiedy brakuje wody, nie działa klimatyzacja, a przez szpital przewijają się całe rodziny? Niestety mnożą się bakterie, zakażenia i choroby.

Choć lekarze kubańscy, podobnie jak wielu innych specjalistów kształcących się na Kubie, uznawani są za dobrze wyedukowanych, to niestety nie da się ukryć, że pracują na przestarzałym sprzęcie, który na pewno im nie ułatwia zawodu. Może dlatego, idąc w myśl powiedzenia „potrzeba matką wynalazków”, nauczyli się dobrze czytać obrazy USG i wykonywać skomplikowane operacje?

Jedna rzecz jest pewna – w związku z brakiem prywatnego sektora medycznego, wszyscy jadą na tym samym wózku – i lekarze, i pacjenci. Alternatywy po prostu nie ma. Nikt nie pędzi na kolejny etat do Enel-medu, lekarze mają więcej czasu i uważności dla pacjenta, a to często o wiele ważniejsze niż najlepsze medykamenty.

Jeśli lekarz średnio zarabia około 40$, to jak nie odwdzięczyć mu się kilkoma dolarami? Kubańczycy robią to samo, tylko czasem zamiast podarować przysłowiowego dolara, stoją w kolejce do specjalisty z puszką coli w ręku bądź z kilkoma jajkami. Nikogo to na Kubie nie dziwi!

Nędzna infrastruktura jest przerażająca. Z drugiej strony – czy chory myśli tak bardzo o wygodach, czy ważniejszy jest jednak ten czynnik ludzki?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *